Pomnik Wojciecha Kossaka w Juracie. Historia artysty, który pokochał morze
8 lipca, 2025
Wybierzmy się razem w podróż na Mierzeję Helską, tam, gdzie słońce i zapach sosen tworzą niepowtarzalny klimat. W samym sercu Juraty, jednego z najpiękniejszych polskich kurortów, kryje się bowiem niezwykła historia, której centrum stanowi pomnik Wojciecha Kossaka. Ale to nie jest tylko kolejny monument. To opowieść o artyście, który bez pamięci zakochał się w Bałtyku i próbował zamknąć jego potęgę na swoich płótnach.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego akurat tutaj, a nie w Warszawie czy Krakowie, znajdziecie ten wyjątkowy hołd dla mistrza pędzla? Bo to właśnie w Juracie wielka sztuka, słynne obrazy i legenda luksusowego wypoczynku splatają się w jedną, fascynującą całość. Zobaczycie, że Jurata to znacznie więcej niż piękne plaże. To miejsce pełne inspiracji i śladów po wielkich Polakach. W naszym przewodniku odkryjecie najciekawsze atrakcje, dowiecie się, jakie tytuły obrazów Wojciecha Kossaka powstały pod wpływem nadmorskiego wiatru i dlaczego artysta ten stał się tak ważną częścią tożsamości tego miejsca – jednego z najcenniejszych pomników historii i przyrody w Polsce.
Gdzie szukać pomnika słynnego malarza i co on tak naprawdę symbolizuje?

Spacerując po Juracie, właściwie nie da się go przeoczyć. Pomnik Wojciecha Kossaka, który stanął tu 21 lipca 2008 roku, błyskawicznie stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli kurortu. To miejsce, gdzie turyści chętnie robią sobie zdjęcia, ale też często przystają na chwilę, by zastanowić się nad związkiem tego wybitnego twórcy z polskim morzem.
Monument zlokalizowano w absolutnie centralnym punkcie Juraty, przy głównym deptaku o symbolicznej nazwie Międzymorze. Ulica ta, długa na ponad 600 metrów, prowadzi od plaży otwartego Bałtyku wprost na drewniane molo, wrzynające się w wody Zatoki Puckiej. Postać malarza usytuowano tuż przed wejściem na molo, więc artysta symbolicznie wita i żegna wszystkich spacerowiczów. Rzeźba, odlana z brązu, przedstawia Kossaka w bardzo swobodny, naturalny sposób. Siedzi na krześle, ubrany w letni garnitur i charakterystyczny kapelusz, który miał go chronić przed słońcem. W ręku trzyma paletę i pędzle, a jego wzrok zdaje się być utkwiony w malowniczej perspektywie Zatoki Puckiej. To ujęcie doskonale oddaje jego więź z tym miejscem, które było dla niego nie tylko letnią odskocznią, ale też niewyczerpanym źródłem natchnienia. Za kształt pomnika odpowiada utalentowana rzeźbiarka Marta Sikorska i trzeba przyznać, że jej artystyczna wizja pozwoliła stworzyć dzieło, które tak wiernie oddaje ducha Wojciecha Kossaka – jego elegancję, pasję i miłość do nadmorskiego pejzażu. To dzieło żywe, w niczym nieprzypominające statycznych, kamiennych form, jakie znamy chociażby z nekropolii. W odróżnieniu od tego, jak projektuje się pomniki na cmentarz, gdzie dominują surowe nagrobki pojedyncze lub bardziej rozbudowane pomniki cmentarne, tutaj artystka postawiła na dynamikę. Nie znajdziemy tu chłodnego, polerowanego materiału, z jakiego wykonuje się pomniki granitowe, ani tym bardziej kompozytowe, których wzory i ceny można dziś łatwo porównać. Ten pomnik to nie nagrobek, a celebracja życia i pasji, co sprawia, że jest to jeden z ciekawszych nowoczesnych pomników w Polsce.
Wojciech Kossak – człowiek, który namalował Polskę

Wojciech Horacy Kossak to postać absolutnie wyjątkowa w panteonie polskich artystów. Urodzony w Paryżu, zmarły w okupowanym Krakowie, swoje życie podporządkował malarstwu, skupiając się głównie na tematyce historycznej i batalistycznej. Jego obrazy to nie tylko dzieła sztuki. A właściwie, to coś znacznie więcej – to żywe lekcje historii, które przez lata kształtowały patriotyczną wyobraźnię kilku pokoleń Polaków.
Życiorys mistrza pędzla: z Europy do ukochanego Krakowa
Artystyczne szlify zdobywał już w domu pod okiem ojca, genialnego samouka Juliusza Kossaka. Później studiował w krakowskiej Szkole Rysunku i Malarstwa u Władysława Łuszczkiewicza, by następnie doskonalić warsztat na prestiżowej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium oraz w Paryżu. Dużo podróżował, odwiedzając Francję i kilkukrotnie Stany Zjednoczone, gdzie malował portrety na zamówienie. Służył nawet w wojsku, w 1 Pułku Ułanów w Krakowie, co oczywiście znalazło potem odzwierciedlenie w jego twórczości. I choć miał swoje pracownie w Berlinie czy Wiedniu, jego serce zawsze było w Krakowie. To tam, w słynnej willi „Kossakówka”, biło artystyczne serce jego rodziny, i to tam wracał z każdej, nawet najdalszej podróży.
Malarstwo w służbie narodu i najważniejsze dzieła
Twórczość Wojciecha Kossaka jest nierozerwalnie zrośnięta z historią Polski. Z niezwykłą pasją odtwarzał na płótnie kluczowe momenty z dziejów narodu, zwłaszcza te związane z walką o niepodległość, jak sceny z wojen napoleońskich czy powstania listopadowego. Jego dynamiczne kompozycje, pełne pędzących koni i bitewnego zgiełku, miały ogromną siłę oddziaływania, krzepiąc serca Polaków w czasach zaborów. Najsłynniejszym dziełem, którego był współautorem, pozostaje monumentalna „Panorama Racławicka”, stworzona we Lwowie razem z Janem Styką. To potężne malowidło do dziś budzi podziw. Inne ważne prace to „Olszynka Grochowska”, „Szarża pod Rokitną”, cykl obrazów poświęconych bitwie pod Somosierrą czy „Przejście przez Berezynę”, które namalował wspólnie z Julianem Fałatem. Wiele z jego dzieł, jak „Kircholm” czy „Sowiński na szańcach Woli”, powstało na zamówienie Muzeum Wojska i Muzeum Narodowego.
Artystyczny klan Kossaków
Wojciech Kossak był głową niezwykłej artystycznej dynastii. Talent odziedziczył po ojcu, Juliuszu, wybitnym malarzu koni, a sam przekazał go dalej swoim dzieciom. Jego syn, Jerzy Kossak, również został malarzem i kontynuował rodzinne tradycje. Jednak prawdziwą sławę zdobyły jego córki: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, jedna z najwybitniejszych poetek dwudziestolecia międzywojennego, oraz Magdalena Samozwaniec, nazywana pierwszą damą polskiej satyry. (Swoją drogą, to niesamowite jak wiele talentu skupiło się w jednej rodzinie). Tworzyli oni barwną, artystyczną bohemę, której losy fascynują do dziś.
Dlaczego Kossak zakochał się akurat w Juracie?

Choć Kossak był człowiekiem świata, a jego życie toczyło się między Krakowem, Warszawą, Wiedniem i Berlinem, to właśnie niewielka Jurata na Półwyspie Helskim zajęła w jego sercu szczególne miejsce. To tutaj, nad Bałtykiem, odnalazł spokój i inspirację.
W latach 30. XX wieku Jurata była synonimem luksusu i prestiżu. Ten kurort, założony w 1928 roku, przyciągał polskie elity – artystów, polityków, arystokrację. Dla Kossaków, ceniących zarówno piękno natury, jak i życie towarzyskie, Jurata była więc miejscem idealnym. Bliskość morza, sosnowe lasy i wyjątkowa atmosfera sprawiały, że malarz z żoną Marią i sławnymi córkami, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską i Magdaleną Samozwaniec, chętnie spędzał tu letnie miesiące.
Słynne obrazy z nad morza i willa „Kossakówka”
Pobyt w Juracie nie był jednak dla Wojciecha Kossaka wyłącznie czasem odpoczynku. To właśnie tutaj, zainspirowany odzyskaniem przez Polskę dostępu do Bałtyku, namalował dwa niezwykle ważne dzieła. Obraz „Zaślubiny Polski z morzem” z 1931 roku to symboliczny hołd dla historycznego aktu generała Hallera. Z kolei płótno „Na straży polskiego morza” z 1935 roku to apoteoza siły polskiej marynarki wojennej. Oba te dzieła powstały najprawdopodobniej w jurackiej willi przy ulicy Świętopełka 13. Rodzina Kossaków właśnie tam się zatrzymywała. Choć budynek przeszedł transformację i dziś mieści się w nim urokliwa kawiarnia, wciąż nazywany jest „Kossakówką”. Odwiedzając to miejsce, można poczuć ducha tamtych lat i wyobrazić sobie malarza przy pracy oraz jego córki, piszące tu swoje utwory. To namacalny ślad obecności tego niezwykłego klanu.
Lato 1939 roku, które rodzina Kossaków również spędziła w Juracie, okazało się ich ostatnim beztroskim czasem przed wybuchem II wojny światowej. To właśnie stąd wrócili do Krakowa, by stać się świadkami wkroczenia Niemców i tragicznej klęski wrześniowej. Wspomnienie tamtego lata, pełnego słońca i nadziei, było dla nich symbolicznym pożegnaniem z epoką, która bezpowrotnie odeszła. Wkrótce mieli doświadczyć okrucieństwa wojny i zagłady, która pochłonęła miliony istnień.
Jurata, czyli luksus, dzika przyroda i legenda w jednym

Jurata to miejsce magiczne, gdzie luksusowy charakter przedwojennego kurortu łączy się z dziką przyrodą Mierzei Helskiej. Jak mawia mój znajomy, stary kaszubski przewodnik, „w Juracie historia sama wychodzi ci na spotkanie”.
Sama nazwa miejscowości wywodzi się z pięknej legendy o żmudzkiej bogini mórz, Jūratē. Mieszkała w bursztynowym pałacu na dnie Bałtyku i pewnego dnia zakochała się w ubogim rybaku. Jej ojciec, potężny bóg Gorkas, nie mógł tego zaakceptować. W gniewie zniszczył bursztynowy pałac a ukochanego córki zabił. Od tamtej pory, gdy morze wyrzuca na brzeg drobinki bursztynu, mówi się, że to łzy bogini. Imię Jūratē, spolszczone na Jurata, dało nazwę tej niezwykłej miejscowości.
Przedwojenna elita i dzisiejsze atrakcje
Od samego początku Jurata była kurortem elitarnym. Spędzała tu wakacje śmietanka towarzyska II RP. Bywał tu gwiazdor kina Eugeniusz Bodo a także najwyżsi urzędnicy państwowi z prezydentem Ignacym Mościckim na czele, który miał tu swoją letnią rezydencję. Prestiż miejsca podtrzymuje fakt, że do dziś w pobliżu znajduje się wypoczynkowa rezydencja Prezydenta RP.
Ale co dziś warto zobaczyć? Poza pomnikiem Kossaka koniecznie trzeba zobaczyć pomnik i fontannę bogini Juraty autorstwa Stanisława Szwechowicza. Jego skala jest oczywiście inna niż monumentalny pomnik Powstania Warszawskiego czy słynny pomnik Chopina w Łazienkach, ale w lokalnym kontekście ma równie duże znaczenie. Warto też wybrać się na spacer ścieżką przyrodniczą „Żyzne lasy z orlicą”, by podziwiać unikalną florę, w tym największą polską paproć. Ciekawostką są też pozostałości poniemieckich obiektów militarnych jak ruiny torpedowni. Jurata ma też dwie plaże – szeroką od strony morza i spokojniejszą nad Zatoką Pucką. Obie łączy wspomniany deptak Międzymorze, którego przedłużeniem jest drewniane molo o długości 320 metrów – idealne na spacery, zwłaszcza o zachodzie słońca.
Jak zaplanować wizytę w Juracie, żeby niczego nie przegapić
Wyjazd do Juraty to niemal gwarancja udanego wypoczynku. Aby jednak w pełni wykorzystać czas, warto dobrze zaplanować pobyt.
Mierzeja Helska to raj dla miłośników aktywnego spędzania czasu. Wody Zatoki Puckiej stwarzają idealne warunki do nauki windsurfingu i kitesurfingu, a to tylko początek listy możliwych aktywności. Tuż przy molo w Juracie znajdziecie szkołę i wypożyczalnię sprzętu, gdzie pod okiem instruktorów i z dbałością o zasady bezpieczeństwa można spróbować sił na desce SUP. Przez cały półwysep, na długości kilkudziesięciu kilometrów, od Helu do Władysławowa, biegnie też malownicza ścieżka rowerowa. A dla szukających mocniejszych wrażeń czeka park linowy. Będąc w Juracie, warto wybrać się do sąsiedniej Jastarni z jej portem rybackim i zabytkami militarnymi, a także na sam Hel – tam czeka kultowe Fokarium, latarnia morska i Muzeum Obrony Wybrzeża.
Wizyta nad morzem nie może obyć się bez świeżej ryby, a w Juracie i Jastarni znajdziecie wiele restauracji serwujących bałtyckie przysmaki. Po obiedzie warto skusić się na lody rzemieślnicze lub gofra – to obowiązkowy punkt programu. A jak dojechać? Najwygodniejszą opcją, szczególnie w sezonie jest pociąg. Linia kolejowa biegnie przez całą mierzeję, a stacja znajduje się w centrum Juraty. Dzięki temu unikniecie korków, choć trzeba przyznać, że dojazd samochodem poza szczytem sezonu też ma swój urok. Baza noclegowa jest bardzo rozbudowana – od luksusowych hoteli z klimatyzacją po kameralne pensjonaty, więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Postać artysty siedzącego na krześle, zapatrzonego w morze, na stałe wrosła w krajobraz Juraty. To znacznie więcej niż tylko odlana z brązu rzeźba. Pomnik Wojciecha Kossaka – to żywe świadectwo niezwykłej relacji, jaka łączyła tego wielkiego twórcę z Bałtykiem. Przypomina o czasach, gdy polskie elity, w tym artyści pokroju Kossaka i jego niezwykłych córek, Magdaleny Samozwaniec i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, odkrywały na nowo piękno odzyskanego wybrzeża. To hołd dla człowieka, który na swoich płótnach uwiecznił historyczne „Zaślubiny Polski z morzem” i który właśnie tutaj, w Juracie, znalazł swój azyl. Dziś, spacerując po deptaku Międzymorze, każdy z nas może na chwilę usiąść obok mistrza i razem z nim podziwiać widok, który tak go inspirował. To właśnie takie miejsca sprawiają, że historia staje się bliska i namacalna a wizyta w Juracie zyskuje głębszy wymiar.
0 komentarzy