Mosty w Stańczykach – przewodnik po historii i atrakcjach
3 czerwca, 2025
Witajcie serdecznie na naszym blogu, gdzie tym razem wyruszamy w fascynującą podróż w głąb historii i odkrywamy prawdziwie niezwykłe zakątki naszej pięknej Polski. Dzisiaj zabieramy Was w malownicze strony Warmii i Mazur, do miejsca, które autentycznie urzeka swoją monumentalnością, a jednocześnie otacza je pewna doza tajemnicy. Mosty w Stańczykach to nie tylko imponujące konstrukcje, ale wręcz architektoniczne perełki (serio, robią ogromne wrażenie!). Często nazywane są Akweduktami Puszczy Rominckiej albo, co jeszcze bardziej obrazowe, Akweduktami Północy. Dlaczego? Ze względu na ich imponujące rozmiary i zaskakujące podobieństwo do starożytnych rzymskich akweduktów – wiecie, coś jak słynny Pont du Gard we Francji. Położone są w sercu Puszczy Rominckiej, na terenie województwa warmińsko-mazurskiego, a dokładnie w powiecie gołdapskim, tuż obok granicy z Federacją Rosyjską, w gminie Dubeninki. Te bliźniacze wiadukty, wznoszące się majestatycznie nad niewielką doliną rzeki Błędzianki (którą niektórzy nazywają też Błudzią), przyciągają rokrocznie mnóstwo turystów. Szukają oni zarówno zapierających dech w piersiach widoków, jak i fascynujących śladów przeszłości. No to co, odkryjmy wspólnie historię tych niezwykłych budowli, zgłębmy ich sekrety, a także sprawdźmy, jakie atrakcje turystyczne czają się w okolicy Stańczyków. Przygotujcie się mentalnie na podróż w czasie i przestrzeni, która, mam nadzieję, pozwoli Wam spojrzeć na te stare mosty kolejowe w zupełnie nowym świetle. Zatem, co mosty w Stańczykach naprawdę mają nam do zaoferowania?
Historia mostów w Stańczykach: od projektu do dewastacji?

Historia tych potężnych betonowych gigantów jest, śmiało mogę powiedzieć, równie porywająca, co ich wygląd. Powstały w czasach, gdy ta ziemia stanowiła część Prus, a konkretnie Cesarstwa Niemieckiego, które w tamtym okresie bardzo intensywnie inwestowało w rozwój Prus Wschodnich. Traktowali ten obszar jako kluczowy, strategiczny region. Ten most kolejowy w Stańczykach, będący de facto fragmentem znacznie większej linii kolejowej, miał za zadanie spiąć odległe miasta, znacznie usprawnić transport, ale też, nie ukrywajmy, jawnie świadczyć o potędze i zamożności ówczesnego państwa. Zaprojektowane, co ciekawe, przez włoskich architektów, od samego początku budziły niemały podziw swoją skalą i, jak na tamte czasy, innowacyjnością.
Niemiecka inwestycja w Prusach Wschodnich: geneza budowy mostów
Geneza, czyli początki budowy Mostów w Stańczykach, sięgają wczesnych lat XX wieku. Cesarstwo Niemieckie, stawiając na rozwój infrastruktury w Prusach Wschodnich, podjęło strategiczną decyzję o budowie nowej linii kolejowej. Ta trasa, będąca częścią znacznie większej magistrali kolejowej planowanej między Chojnicami a Wilnem, miała przebiegać przez Mazury i Prusy Wschodnie. Władze w Berlinie przywiązywały do tego projektu naprawdę dużą wagę. Chodziło tu nie tylko o znaczenie gospodarcze, czyli ułatwienie przewozu towarów, ale przede wszystkim o kwestie militarne. Linia miała umożliwić błyskawiczne przemieszczanie wojsk w rejonie granicy z Rosją, gdzie zresztą już w XIX wieku prowadzono prace fortyfikacyjne. Potężne konstrukcje wiaduktów kolejowych w Stańczykach, które ostatecznie wybudowano w Stańczykach, były jednym z najważniejszych elementów tej ambitnej trasy i stanowiły namacalny dowód na zamożność oraz możliwości techniczne Prus Wschodnich.
Architektura mostów: włoskie inspiracje i technologia żelbetu
Patrząc na Mosty w Stańczykach, od razu widać, że to prawdziwe arcydzieła ówczesnej inżynierii. Prawdopodobnie zaprojektowano je około 1905 roku, a autorami byli ponoć włoscy architekci. I szczerze mówiąc, te włoskie inspiracje są widoczne jak na dłoni – spójrzcie tylko na elegancki kształt i proporcje filarów, ewidentnie wzorowane na rzymskich akweduktach, chociażby wspomnianym Pont du Gard we Francji. Wykonane w całości z żelbetu, były jednymi z pierwszych tak wielkich budowli na tych terenach, które wykorzystywały ten, jakby nie było, nowoczesny na początku XX wieku materiał. Mowa tu o pięcioprzęsłowych konstrukcjach o długości przekraczającej 180 metrów i imponującej wysokości ponad 36 metrów. Często pytają turystów, ile metrów ma most w Stańczykach – oficjalne dane mówią o 36 metrach wysokości od poziomu terenu doliny. Ich imponująca wysokość sprawia, że mosty w Stańczykach są jednymi z najwyższych tego typu konstrukcji w Polsce. Wznoszą się one majestatycznie nad doliną rzeki Błędzianki. Sama technika budowlana, bazująca na zastosowaniu łuków, była w tamtych czasach popularna i stosowana również w Belgii, we Francji czy we Włoszech. To tylko podkreśla, jak nowoczesne i zgodne z europejskimi trendami inżynieryjnymi były te wiadukty. Do dzisiaj pozostają one niesamowitym pomnikiem techniki i ludzkiego geniuszu, każdy wiadukt z osobna robi wrażenie.
Budowa mostów: dwa etapy i wpływ i wojny światowej
Prace nad budową mostów w Stańczykach przebiegały w zasadzie w dwóch głównych fazach. No i nie ma co ukrywać, że na tempo robót ogromny wpływ miała ówczesna sytuacja polityczna, a zwłaszcza I wojna światowa. Rozpoczęto od budowy konstrukcji północnej, co miało miejsce w latach 1912-1914. Jednakże, wybuch Wielkiej Wojny w 1914 roku brutalnie przerwał wszelkie prace. Uniemożliwiło to szybkie dokończenie budowy drugiego, południowego mostu. Dopiero po zakończeniu działań wojennych, prace udało się wznowić. Most północny ukończono stosunkowo szybko, bo już w 1918 roku, natomiast budowa mostu południowego potrwała dłużej, zrealizowano ją w latach 1923-1926. Uroczyste otwarcie całej linii kolejowej łączącej Gołdap z Żytkiejmami, której kluczowym elementem były właśnie te mosty, nastąpiło 1 października 1927 roku.
Rola mostów w transporcie: drewno, kamienie i strategiczne znaczenie
Gdy linia kolejowa została wreszcie otwarta w 1927 roku, mosty w Stańczykach zaczęły pełnić niezwykle ważną rolę w systemie transportowym regionu. Była to przecież główna trasa łącząca Gołdap z Żytkiejmami. Co ciekawe, pociągi osobowe kursowały nawet dalej, do Gąbina. Łącznie, każdego dnia, przez most przejeżdżało aż osiem pary pociągów osobowych. Był to normalny ruch, jak na ówczesne warunki eksploatacji linii kolejowej. Ale to nie wszystko. Na tej trasie poruszały się również pociągi towarowe, które wiozły głównie drewno pozyskiwane z okolicznych, gęstych lasów Puszczy Rominckiej. Natomiast, chyba najważniejsze było strategiczne, militarne znaczenie tej linii. W czasie II wojny światowej, trasa towarowa, na której usytuowane były mosty, posłużyła między innymi do transportu materiałów niezbędnych do budowy tworzącej się właśnie kwatery głównej Hitlera w Gierłoży, powszechnie znanej jako Wilczy Szaniec. Ogromne głazy z rejonu Suwalszczyzny transportowano tędy na potrzeby budowy wojennych kwater Rzeszy i fortyfikacji, takich jak chociażby fragmenty Linii Kocha. Nawet jeszcze w 1944 roku, po moście północnym wciąż kursowały pociągi, co dobitnie świadczy o jego strategicznym znaczeniu niemal do samego końca wojny.
Zniszczenie mostów: działania armii czerwonej i powojenne losy
Niestety, nadejście końca II wojny światowej przyniosło Mostom w Stańczykach okres smutnego zaniedbania, a wręcz dewastacji. Mimo że same konstrukcje mostów, co jest dość zaskakujące, przetrwały wojnę bez większych, znaczących uszkodzeń, los całej linii kolejowej był niestety już przesądzony. Po jej zakończeniu, linia kolejowa Gołdap – Żytkiejmy została… po prostu rozebrana przez specjalne, inżynieryjne jednostki Armii Radzieckiej. Tory kolejowe niemal na całej długości trasy zostały zdemontowane przez sowieckich saperów w 1945 roku. Cóż, elementy torów wywieziono oczywiście jako typowe łupy wojenne w głąb Związku Radzieckiego. I chociaż jeszcze do lat 70. XX wieku można było natknąć się na resztki starych szyn, brak całego torowiska oznaczał definitywny koniec roli mostów w transporcie kolejowym. Mosty w Stańczykach, choć wciąż imponujące, pozostały jedynie milczącym pomnikiem dawnej myśli technicznej i budowlanej. Ich pierwotna funkcjonalność została, niestety, bezpowrotnie utracona.
Mosty w Stańczykach: atrakcje turystyczne i okolica – co tam na nas czeka?

Dzisiaj mosty w Stańczykach pełnią zupełnie inną rolę. Są przede wszystkim niezwykłą atrakcją turystyczną, która co roku przyciąga prawdziwe rzesze turystów. Przyjeżdżają tu ludzie z całej Polski, a także sporo gości z zagranicy. Ich monumentalność, fantastyczne położenie na skraju tajemniczej Puszczy Rominckiej i malowniczy, wręcz pofałdowany krajobraz Mazur Garbatych tworzą razem niezapomniane wrażenie wizualne. Ale wiecie, oprócz samych wiaduktów, okolica mostów w Stańczykach skrywa wiele innych ciekawych miejsc i oferuje mnóstwo możliwości aktywnego spędzenia czasu. Są to atrakcje w pobliżu, które warto poznać.
Spacer po mostach: bliźniacze konstrukcje i imponujące widoki
Zwiedzając Stańczyki, absolutnie musicie wybrać się na spacer po obu tych bliźniaczych, identycznych konstrukcjach. Można podziwiać ich architekturę z naprawdę bliska, wejść na sam środek i spróbować wyobrazić sobie, jak lata temu pędziły tędy ciężkie pociągi (to dopiero musiało być coś!). Z góry roztacza się naprawdę wspaniały widok na dolinę rzeki Błędzianki, która, musicie mi uwierzyć, przeciska się przez te wysokie wzniesienia Mazur Garbatych, tworząc głęboką dolinę przełomową na wysokości 225 m n.p.m. Co ciekawe, stoki, po których schodzi się w dół do Błędzianki, często są pozbawione bujnej roślinności, przez co szybko ulegają erozji. To zresztą dodatkowo podkreśla taką dzikość i naturalność tego miejsca. Z tego co wiem, w ramach biletu wstępu, możecie swobodnie poruszać się po obu wiaduktach, a także zejść śmiało w dół, nad samą rzekę Błędzianki. To chyba idealne miejsce, żeby strzelić sobie kilka niezapomnianych zdjęć mostów w Stańczykach. Planując zwiedzanie mostów w Stańczykach, warto wcześniej sprawdzić godziny otwarcia oraz aktualny cennik biletów. W internecie można znaleźć wiele zdjęć wiaduktów w Stańczykach oraz opinie turystów, które pomagają przygotować się do wizyty.
Ścieżka edukacyjna „do cesarskiego głazu”: historia i przyroda Puszczy Rominckiej
Bardzo blisko mostów znajduje się coś, co szczerze polecam – ciekawa ścieżka edukacyjna, nazwana „Do cesarskiego głazu”. Trasa tej ścieżki tworzy 4-kilometrową pętlę, która prowadzi prosto przez serce Puszczy Rominckiej. A Puszcza Romincka, to kraina, która jest, no cóż, pełna gęstych lasów i podmokłych terenów. Podczas takiego spaceru macie szansę poznać nie tylko kawałek historii tego regionu, ale także odkryć naprawdę bogactwo tutejszej przyrody. Ścieżka prowadzi do słynnego głazu. Upamiętnia on… polowania na jelenie samego cesarza Wilhelma II, który, zdaje się, był całkiem częstym gościem w tych rejonach. Po drodze, na trasie, można również zobaczyć pozostałości dawnego grodziska jaćwieskiego i po prostu podziwiać widoki charakterystyczne dla Mazur Garbatych. To, moim zdaniem, świetny sposób na połączenie zwiedzania zabytków techniki z aktywnością fizyczną na łonie natury. Właściwie, patrząc z perspektywy turysty, to idealne uzupełnienie wizyty przy mostach.
Wieża widokowa w Stańczykach: panorama na mosty i okoliczne jeziora
Innym punktem, który bez wątpienia warto odwiedzić, będąc w Stańczykach, jest stosunkowo nowa, zbudowana z drewna i stali, wieża widokowa. Otwarto ją w 2020 roku, więc jest całkiem świeżą atrakcją. Wejście na tę wieżę, które często bywa w cenie jednego biletu ze zwiedzaniem mostów (warto to sprawdzić na miejscu), pozwala podziwiać absolutnie przepiękną panoramę. Widzicie stąd nie tylko same mosty, ale także okoliczne wzgórza Mazur Garbatych, te porośnięte świerkami zbocza, wijące się gdzieś w dole rzeki, a także czyste, mazurskie jeziora. Z góry widać doskonale dwa niewielkie akweny: jezioro Tobellus Duży i jezioro Tobellus Mały. Sama wieża prezentuje się bardzo nowocześnie i stanowi ciekawy kontrast dla wiekowych wiaduktów. To, szczerze mówiąc, rewelacyjne miejsce, żeby zobaczyć całą okazałość tych wiaduktów z zupełnie innej perspektywy i naprawdę docenić ich skalę w kontraście do otaczającej przyrody. Wieża widokowa w Stańczykach to po prostu świetna sprawa, atrakcja, której nie powinniście przegapić. Informacje o cenniku można znaleźć bezpośrednio na miejscu, przy wejściu. Aktualny cennik wieży widokowej w Stańczykach oraz cennik mostów w Stańczykach jest zazwyczaj dostępny online.
Aktywności w okolicy: wędrówki, kolarstwo i sporty wodne
No i sama okolica Stańczyków, a właściwie całe Mazury Garbate, oferują mnóstwo, ale to mnóstwo możliwości dla tych, którzy lubią spędzać czas aktywnie.
- Malownicze szlaki piesze i rowerowe wręcz zapraszają do odkrywania ukrytych uroków Puszczy Rominckiej, a także tego charakterystycznego, pagórkowatego krajobrazu.
- Liczne rzeki i jeziora, takie jak wspomniane jeziora Tobellus, stwarzają bardzo dobre warunki do wędkowania.
- Jeśli macie ochotę na wodne szaleństwo, w pobliskim Węgorzewie, które leży już na Warmii, możecie bez problemu wynająć jacht motorowy albo houseboat i poznać Mazury z zupełnie innej perspektywy – tej wodnej.
- A co zimą? Zimą ten region staje się rajem dla narciarzy! Oferuje doskonałe możliwości narciarstwa biegowego, a także zjazdowego na Pięknej Górze w Gołdapi.
- Co więcej, same wiadukty w Stańczykach stały się ulubionym miejscem, chyba trochę wbrew ich pierwotnemu przeznaczeniu, dla amatorów sportów ekstremalnych, takich jak skoki na linie czy bungy jumping (tylko dla odważnych, oczywiście!). Skoki te, często w formie bungee, przyciągają śmiałków z całej Polski. Miejscami można też spotkać osoby, które próbują skoków z mostu w Stańczykach bungee.
Więc jak widzicie, bez względu na to, o jakiej porze roku tu przyjedziecie, jestem pewien, że każdy znajdzie tu coś, co go zainteresuje i pozwoli aktywnie spędzić czas.
Gołdap i okolice: co warto zobaczyć w pobliżu Stańczyków?
Jeśli już decydujecie się na wycieczkę do Stańczyków, zdecydowanie warto poszerzyć swój plan zwiedzania o pobliskie atrakcje. Miasteczko uzdrowiskowe Gołdap, które kiedyś było początkiem tej dawnej linii kolejowej, kusi tężniami solankowymi i przyjemną promenadą nad jeziorem Gołdap (idealne miejsce na chwilę relaksu). Nieopodal znajduje się też coś naprawdę niezwykłego – tajemnicza Piramida w Rapie. To w zasadzie nietypowy grobowiec pruskiej rodziny Farenheidów. Pogranicze Mazur Garbatych i Suwalszczyzny to, mówiąc wprost, kraina pełna przepięknych miejsc, fantastycznych punktów widokowych, niezwykłych głazowisk, czystych jezior i pouczających ścieżek przyrodniczych. Możecie na przykład wybrać się do Suwalskiego Parku Krajobrazowego, który słynie z niezwykłych atrakcji i naprawdę niepowtarzalnych krajobrazów. Warto zapamiętać, że skręt na Stańczyki znajduje się w niewielkiej wiosce Błąkały, co znacznie ułatwia odnalezienie tego miejsca na mapie. Dostępne są też szczegółowe mapy Stańczyków i okolic, pomocne w planowaniu zwiedzania mostów w Stańczykach i pobliskich atrakcji. Planując podróż, warto zapoznać się z trasą dojazdu. Ach, i jeszcze jedno – w Kiepojciach, niedaleko stąd, znajdziecie inne mosty, które w pewien sposób przypominają te akwedukty w Stańczykach. Nazywane są potocznie „Małymi Stańczykami” i też, moim zdaniem, są warte zobaczenia, jeśli macie chwilę.
Tajemnice mostów w Stańczykach: mity, legendy i nieodkryte fakty

Mosty w Stańczykach, podobnie jak wiele innych wiekowych budowli, otacza swoista aura tajemniczości. Krążą wokół nich różne mity, legendy, a czasem po prostu nie do końca potwierdzone opowieści. Niektóre z nich mają faktyczne podłoże w historii, inne wydają się być raczej wytworem lokalnej wyobraźni. Spróbujmy przyjrzeć się kilku z tych najciekawszych opowieści i zagadek.
Drewniana belka wtopiona w beton: zagadka inżynierskiego rozwiązania?
Jedną z chyba najbardziej znanych zagadek związanych z mostami jest historia fragmentu drewnianej belki, który można zobaczyć wtopiony w jeden z filarów mostu północnego. Przez lata ludzie powtarzali sobie taką opowieść, że mosty zostały skonstruowane z belek drewnianych, a nawet całych pni drzew, wtopionych w beton. Mówiło się o tzw. drewnobetonie. Te spekulacje pojawiły się chyba jeszcze przed I wojną światową i sugerowały, że budowniczowie, cóż, oszczędzali na materiałach, używając drewna jako wypełnienia konstrukcji. Ale, jak to często bywa, rzeczywistość jest mniej sensacyjna. Badania przeprowadzone przez ekspertów i ich opinie jasno wskazują, że Mosty w Stańczykach są w całości wykonane z żelbetonu. Wspomniana drewniana belka, którą widać wystającą nad filarem, jest najprawdopodobniej po prostu pozostałością po starym szalunku. To taka forma, w której odlewa się beton, i która, z jakiegoś powodu, nie została usunięta po zakończeniu budowy. Zresztą, podczas budowy faktycznie zużyto ogromne ilości wysokiej jakości drewna, ale służyło ono właśnie do konstrukcji rusztowań i szalunków. Drewno to pochodziło oczywiście z pobliskiej Puszczy Rominckiej. Ale wiecie co? Mimo wszystko, ta mała zagadka wciąż pobudza wyobraźnię tych, którzy odwiedzają to miejsce, i chyba w tym jej urok.
Wybuch gazu w pobliskim jeziorze: czy wpłynął na konstrukcję mostów?
Jest też inna opowieść, która krążyła swego czasu wokół mostów, a dotyczy wybuchu gazu w pobliskim jeziorze. Podobno, w maju 1926 roku, w jeziorku Tobellus Mały, które znajduje się tuż obok Stańczyków, doszło do potężnej eksplozji. Był to ponoć wybuch gazu błotnego, tego z metanem, który zgromadził się pod dnem jeziora. Wybuch był ponoć na tyle silny, że słyszano go nawet z odległości kilkudziesięciu kilometrów! Pojawiła się nawet taka teoria, że ten wybuch mógł osłabić konstrukcję mostów, które w tamtym momencie były albo jeszcze w budowie, albo tuż po jej zakończeniu. Jednakże, i tutaj muszę nieco ostudzić emocje, brak jakichkolwiek dowodów, które potwierdzałyby, że to zdarzenie miało jakikolwiek negatywny wpływ na stabilność czy wytrzymałość wiaduktów. Prawdopodobnie jest to tylko kolejna z lokalnych legend. Choć, warto podkreślić, sam fakt wybuchu w jeziorku Tobell, spowodowanego przez gaz błotny powstający z gnijących resztek roślin, jest historycznie potwierdzony. Jak mawiał pewien lokalny przewodnik, „Tu, na Mazurach Garbatych, fakty często są tak samo dziwne jak legendy”.
Mosty a historia regionu: mniej znane fakty i ciekawostki
Ale Mosty w Stańczykach kryją też mniej medialne, ale równie ciekawe fakty, ściśle związane z burzliwą historią tego regionu. Na przykład, Roman Witkowski, który był wybitnym regionalistą Warmii i Mazur, zebrał mnóstwo cennych informacji historycznych, bazując na dokumentach odnalezionych w archiwum wojennym w Monachium. Dzięki niemu wiemy dziś znacznie więcej o militarnej genezie tej linii kolejowej, co wcześniej było owiane tajemnicą. Inną, dość makabryczną ciekawostką jest fakt, że Puszcza Romincka, na której skraju leżą mosty, została na polecenie Hermana Göeringa otoczona specjalnym płotem. Göering, który był przecież wielkim łowczym III Rzeszy, urządzał tu swoje prywatne, ekskluzywne polowania. I choć same mosty, o czym już wspominałem, przetrwały zawieruchę wojenną bez większych uszkodzeń, ich późniejszy, powojenny los – czyli rozebranie torów przez Armię Czerwoną w 1945 roku i wywiezienie ich jako łupów wojennych do Związku Radzieckiego – dobitnie świadczy o zawiłościach i trudnościach powojennej historii tych ziem.
Mosty w Stańczykach w kulturze: film „ryś” i inne nawiązania
Nie można też zapomnieć, że Mosty w Stańczykach stały się inspiracją dla różnych twórców kultury. Ich wyjątkowy, charakterystyczny wygląd i to malownicze położenie sprawiły, że dość często pojawiały się jako tło w filmach czy teledyskach. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych nawiązań jest chyba film „Ryś” w reżyserii Stanisława Tyma, kręcony w 2006 roku. Mosty posłużyły tam jako sceneria dla kilku scen, a nawet przez pewien czas na jednym z filarów mostu południowego wisiała, o ile dobrze pamiętam, podobizna samego Stanisława Tyma, czyli odtwórcy roli niezapomnianego prezesa Ryszarda Ochódzkiego. Ich monumentalna, prawie magiczna forma sprawia, że łatwo skojarzyć je z jakimiś fantastycznymi podróżami. Właściwie, brakuje tu chyba tylko pociągu z Harrym Potterem, który przecież takimi właśnie, monumentalnymi wiaduktami nieraz podróżował, prawda?
Mosty w Stańczykach – dziedzictwo przeszłości i inspiracja na przyszłość

Podsumowując tę podróż, Mosty w Stańczykach to miejsce, które jest naprawdę niezwykłe. Łączy w sobie fascynującą, momentami burzliwą historię, imponującą architekturę (to trzeba zobaczyć na własne oczy!) i po prostu piękno otaczającej przyrody. Są one niczym milczący świadek dawnej potęgi Prus Wschodnich i świadectwo ambitnych planów kolejowych, które, jak wiemy, brutalnie przerwała historia. Dziś, choć linia kolejowa od dawna już nie istnieje, mosty w Stańczykach nadal przyciągają turystów jak magnes. Oferują nie tylko możliwość spaceru po tych majestatycznych wiaduktach, ale też podziwiania widoków z nowej wieży, odkrywania tajemnic Puszczy Rominckiej podczas spaceru ścieżką edukacyjną, a nawet, jeśli ktoś ma ochotę i jest gotów na dreszczyk emocji, uprawiania sportów ekstremalnych. To jest, bez dwóch zdań, kultowe miejsce, które absolutnie warto odwiedzić, będąc na Mazurach, zwłaszcza w okolicach Gołdapi. Pamiętam, że w 2001 roku oszacowano koszt renowacji mostów na 5 milionów złotych, a w 2007 roku udało się nawet zakończyć renowację jednego z nich, co daje taką cichą nadzieję na to, że ten imponujący pomnik techniki uda się zachować dla kolejnych pokoleń. Zanim wyruszycie, warto sprawdzić godziny otwarcia mostów w Stańczykach, obejrzeć dostępne w internecie zdjęcia i mapę Stańczyków, a także zapoznać się z opiniami innych turystów. Informacje o cenach biletów czy aktualny cennik mostów w Stańczykach oraz wieży widokowej znajdziecie na miejscu lub online. Niezależnie od tego, czy interesuje Was historia, architektura, przyroda, czy po prostu szukacie takich wiecie, naprawdę niezwykłych miejsc do zobaczenia, mosty w Stańczykach z pewnością Was zachwycą. To jest taka podróż, która, zapewniam Was, pozostaje w pamięci na bardzo długo.
0 komentarzy