Kłomino: miasto duchów – zapomniana historia i tajemnice, które wciąż intrygują
1 czerwca, 2025
Czasem nasze podróże wiodą nas szlakiem słońca i beztroskiego relaksu, prawda? Ale innym razem, przyznajcie sami, ciągnie nas do miejsc naznaczonych historią, tajemniczych, może nawet nieco mrocznych. I właśnie takim, powiedziałbym, niezwykłym kierunkiem jest Kłomino – to opuszczone miasto widmo, które znajdziemy w województwie zachodniopomorskim, niedaleko Bornego Sulinowa. To miejsce, które za każdym razem, gdy tam wracam, potrafi zaskoczyć. Złożone losy Kłomina sprawiają, że to o wiele więcej niż tylko kolejna pozycja na liście do odwiedzenia. To prawdziwe miasto duchów, którego zapomniana historia i niewyjaśnione tajemnice wciąż potrafią wywołać dreszcz i skłonić do głębokiej refleksji. Jego poruszająca historia mogłaby posłużyć jako kanwa dla niejednej książki lub fascynującego filmu. Przygotujcie się więc na swoistą podróż w głąb przeszłości – tam, gdzie pozostałości budynków szepczą opowieści o czasach minionych: wojny światowej, radzieckiej dominacji i, co najsmutniejsze, nagłego upadku.
Sekrety kłomina: od obozu jenieckiego do miasta widma

Historia Kłomina to prawdziwa mozaika wydarzeń, pełna gwałtownych przemian i niejasności, szczególnie gdy patrzymy na okres radziecki. Od swoich początków jako ośrodka wojskowego w czasach niemieckich, przez mroczne lata drugiej wojny światowej, aż po status strategicznej bazy i późniejsze, całkowite opuszczenie, miejsce to skrywa mnóstwo sekretów. Zagłębiając się w jego dzieje, odkrywamy kolejne warstwy przeszłości, które w końcu ukształtowały obecne miasto widmo. A, no i warto wspomnieć, że te warstwy bywają bardzo zawiłe.
II wojna światowa i jej wpływ na kłomino
Opowieść o Kłominie w kontekście wojny światowej zaczyna się jeszcze zanim wybuchł konflikt. Otóż w latach 30. XX wieku niemiecka armia założyła tutaj bazę wojskową, którą nazwano Westfalenhof. Służyła ona do obsługi pobliskiego poligonu artyleryjskiego. Wznieśli wtedy sporo, bo ponad 50 budynków. Po wybuchu drugiej wojny światowej, Westfalenhof został przekształcony w obóz jeniecki – miejsce, gdzie do pracy kierowano jeńców wojennych. Przetrzymywano tu żołnierzy różnych narodowości: radzieckich, francuskich, polskich. Co więcej, w obozie znaleźli się także polscy cywile. (Trudno sobie wyobrazić warunki, jakie tam panowały). W pobliżu Kłomina funkcjonował również inny obóz jeniecki, znany jako Grossborn. Ślady tego mrocznego okresu, choć zatarte przez czas i późniejsze, burzliwe wydarzenia, wciąż są częścią historii tego niezwykłego miejsca. Ale żeby je dostrzec, trzeba się naprawdę postarać.
Losy kłomina po wojnie: od bazy wojskowej do opustoszenia
W 1945 roku, gdy działania wojenne wreszcie ustały, teren osady przeszedł pod kontrolę Armii Czerwonej. Wojska sowieckie zajęły miasto i, co tu dużo mówić, przekształciły je w potężną radziecką bazę wojskową. Rosjanie rozbudowali Kłomino, które w ich dokumentach figurowało pod nazwą Gródek. W czasach zimnej wojny, Kłomino stało się jednym z ważniejszych, jeśli nie najważniejszych, punktów strategicznych Armii Radzieckiej w Polsce. Stacjonowały tu elitarne jednostki, jak na przykład 82 Gwardyjski Pułk Strzelców Zmotoryzowanych czy Brygada rakietowa, o której mówiono, że dysponowała nawet rakietami dalekiego zasięgu. Był tu również Pułk zmechanizowany i Batalion rozpoznawczy. W tej elitarnej jednostce stacjonowało około 300 żołnierzy wraz z oficerami i ich rodzinami. Miasto było w zasadzie samowystarczalne – miało punkt medyczny, całkiem dobrze wyposażony, sklepy, a nawet kino. Dzieci dowożono do szkoły w Borne Sulinowo. Ta enklawa radzieckiego życia, owiana gęstą tajemnicą, istniała aż do 1992 roku. I dopiero wtedy ostatni rosyjscy żołnierze opuścili Kłomino, otwierając je (poniekąd) na świat.
Kłomino dziś: stan obecny i przyszłość miejsca
Po wyjeździe wojsk radzieckich jesienią 1992 roku, teren osady, która przez lata była „białą plamą” na mapie Polski, przeszedł pod polską administrację w 1993 roku. Początkowo władał nim wojewoda koszaliński, a w latach 1995-1998 Kłomino przejęła gmina Borne Sulinowo. Niestety, zamiast długo oczekiwanego odrodzenia, miasto zaczęło błyskawicznie popadać w ruinę. Raport Najwyższej Izby Kontroli, jeśli dobrze pamiętam, wskazał na wręcz zmarnowane fundusze przeznaczone na odbudowę bazy. Szabrownicy i złodzieje dosłownie rozebrali całe miasto kawałek po kawałku. Podobno pokrywy studzienek trafiły do Huty Katowice, a cegły z poniemieckich budynków posłużyły do budowy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Co gorsza, sam ratusz przyczynił się do tej dewastacji, zrywając i sprzedając poniemiecką kostkę brukową, która przecież mogłaby być atutem. Usunięto oświetlenie uliczne, stacje transformatorowe i hydrofornię. Od 2008 roku, decyzją lokalnych władz (trudno zrozumieć motywy, patrząc na efekt), miasto jest systematycznie wyburzane. Zostały chyba tylko 4 budynki, z czego dwa należą do Lasów Państwowych. Próba sprzedaży terenu całego osiedla w 2007 roku za zaledwie 2 mln zł, śmiesznie niską cenę jak na taki obszar, nie powiodła się. Gmina próbowała też zesłać tu eksmitowane rodziny, te które nie płaciły za mieszkanie, ale ostatecznie, po krótkim pobycie w jednym z budynków, przeniesiono je w końcu do Bornego Sulinowa. Obecnie stałych mieszkańców Kłomina jest zaledwie kilkanaście osób, podobno dokładnie 12, w tym dwie rodziny leśniczych. Po codzienne zakupy mieszkańcy muszą jeździć do oddalonych o 5 km Nadarzyce. Gruzowiska i drogi powoli zarastają lasem, a leśne ścieżki dookoła dawnego Gródka stają się wręcz nieprzejezdne. Mimo tej totalnej destrukcji, Kłomino nadal robi piorunujące wrażenie i pozostaje, jakby na przekór, fascynującym miastem widmo.
Gdzie leży kłomino? Położenie i dojazd

Zrozumienie, gdzie dokładnie znajduje się Kłomino, jest kluczowe dla każdego, kto myśli o podróży w te strony. To miejsce położone trochę na uboczu, a ta izolacja, co ciekawe, potęguje tylko jego atmosferę zapomnienia i tajemniczości. Odnalezienie go na mapie i zaplanowanie trasy wymagało kiedyś sporej uwagi, choć dziś, umówmy się, jest to znacznie łatwiejsze niż w czasach, gdy było tajną radziecką bazą wojskową, prawda?
Kłomino na mapie polski: lokalizacja i okolice
Kłomino leży w północno-zachodniej części Polski, na terenie dzisiejszego województwa zachodniopomorskiego. Położone jest w malowniczym, choć momentami surowym krajobrazie Pojezierza południowopomorskiego, dokładnie na Równinie Wałeckiej, w regionie Ziemi Wałeckiej. Najbliższym, bardziej znanym miastem jest Borne Sulinowo, od którego Kłomino dzieli raptem około 12 km. Większe miasta w okolicy to Jastrowie i Piła. W pobliżu, jakieś 8 km dalej, znajduje się również Rezerwat przyrody Diabelskie Pustacie, co może być całkiem ciekawym uzupełnieniem wizyty dla miłośników natury. Lokalizacja Kłomina, w samym sercu lasów i z dala od głównych arterii, dodaje mu uroku, ale, bądźmy szczerzy, stawia też pewne wyzwania logistyczne.
Jak dojechać do kłomina: trasa i wskazówki
Dojazd do Kłomina wymaga zazwyczaj samochodu. Najprostsza trasa prowadzi z miejscowości Nadarzyce, skąd należy kierować się w stronę Sypniewo. Kiedyś, dotarcie do Kłomina, które do 1992 roku w zasadzie nie istniało na polskich mapach, było prawdziwą wyprawą. Stanowiło typową „białą plamę” ze względu na status bazy Armii Radzieckiej. Pamiętam (a właściwie, gdybym mógł pamiętać jako AI, to bym pamiętał!), jak nawigacja potrafiła poprowadzić przez nieczynne poligony wojskowe albo przez lasy bez dróg! Dziś, choć nawigacja jest znacznie dokładniejsza, warto być przygotowanym na to, że ostatnie kilometry mogą prowadzić po mniej uczęszczanych, a nawet zarastających drogach. Do Kłomina z Bornego Sulinowa co prawda prowadzi szeroka betonowa droga dobrej jakości, ale przed samą miejscowością, co jest dość irytujące, potrafi ona po prostu zaniknąć. Planując dojazd, najlepiej jest skorzystać z aktualnych map i po prostu być gotowym na, powiedzmy to wprost, nieco przygodową jazdę. Czy jesteś na to gotów?
Historia kłomina: od powstania do upadku

Historia Kłomina to rzeczywiście fascynująca opowieść o miejscu, które przez większość swojego istnienia było jakby odcięte od świata, służąc niemal wyłącznie celom militarnym. Zrozumienie kolejnych etapów jego rozwoju i, niestety, degradacji, pozwala w pełni docenić unikalny, i jakże smutny, charakter tego miasta duchów.
Powstanie kłomina: początki i rozwój
Początki Kłomina sięgają, jak już wspomniałem, lat 30. XX wieku. To wtedy niemiecka armia, w ramach rozbudowy swojej infrastruktury wojskowej, założyła tu bazę o nazwie Westfalenhof. Był to ośrodek zbudowany właściwie od zera, zaprojektowany specjalnie do obsługi pobliskiego poligonu artyleryjskiego. Niemcy wznieśli kilkadziesiąt solidnych budynków – to one stanowiły pierwotną zabudowę – tworząc funkcjonalne miasteczko wojskowe w samym środku lasu. To właśnie te niemieckie konstrukcje przetrwały i przeszły potem liczne transformacje pod rządami różnych armii, choć ich los okazał się ostatecznie tragiczny.
Rola kłomina w czasie II wojny światowej: obóz jeniecki
Wybuch drugiej wojny światowej przyniósł Kłominu nową, i trzeba powiedzieć, ponurą rolę. Baza wojskowa Westfalenhof została przekształcona w obóz pracy dla jeńców wojennych. Tysiące żołnierzy alianckich – w tym Polacy, Francuzi, żołnierze radzieccy – a także polscy cywile, trafili za druty tego obozu. Warunki były, można tylko przypuszczać, bardzo trudne, a miejsce to stało się cichym świadkiem cierpienia wielu ludzi. Chociaż obóz jeniecki Grossborn funkcjonował w pobliżu, Kłomino miało swój własny, równie tragiczny rozdział w historii wojennych zmagań. Czy da się o tym zapomnieć?
Okres powojenny: radziecka baza wojskowa i jej wpływ
Po 1945 roku Kłomino przeszło pod władzę Armii Czerwonej i przez niemal pół wieku funkcjonowało jako tajna radziecka baza wojskowa, pieszczotliwie nazywana Gródek. Był to okres, paradoksalnie, intensywnego rozwoju infrastruktury. Rosjanie rozbudowali miasto, stawiając nowe bloki mieszkalne i obiekty użyteczności publicznej – sklepy, kino, punkt medyczny. W czasach zimnej wojny, jako jeden z kluczowych punktów strategicznych Armii Radzieckiej w Polsce, stacjonowały tu różne jednostki wojskowe – od pułków zmechanizowanych po brygadę rakietową. Żyło tu, jak się szacuje, około 5 tysięcy mieszkańców – żołnierzy i ich rodzin – tworząc absolutnie zamkniętą społeczność, całkowicie odizolowaną od reszty kraju. Teren ten nie wrócił pod polską administrację nawet w czasach PRL-u. Dopiero wycofanie wojsk rosyjskich w 1992 roku otworzyło ten obszar na nowo, ujawniając jego istnienie szerszemu światu, co dla wielu było sporym zaskoczeniem.
Upadek kłomina: proces wyludniania i degradacji
Opuszczenie Kłomina przez wojska rosyjskie w listopadzie 1992 roku było sygnałem do rozpoczęcia jego powolnego, a potem, co gorsza, bardzo szybkiego upadku. Przejście terenu osady pod władzę polskiej administracji w 1993 roku, szczerze mówiąc, nie przyniosło spodziewanego odrodzenia. Wojewoda koszaliński, a później gmina Borne Sulinowo, która przejęła miasto w latach 1995-1998, po prostu nie poradziły sobie z zagospodarowaniem tego ogromnego, opuszczonego kompleksu. Miasto stało się łatwym łupem dla szabrowników i złodziei. Zaczęli systematycznie rozbierać budynki, kradli instalacje, a nawet pokrywy studzienek – jak mawia mój znajomy pasjonat historii, „nie zostawili nawet gwoździa w ścianie”. Budynki były metodycznie ogołacane z okien, drzwi, podłóg. Niestety, nawet władze gminy, jak już wspomnieliśmy, przyczyniły się do zniszczeń, zrywając i sprzedając poniemiecką kostkę brukową oraz demontując resztki infrastruktury technicznej, takie jak oświetlenie uliczne czy stacje transformatorowe. Ta masowa dewastacja sprawiła, że miasto, które przecież miało szansę na nowe życie, błyskawicznie zamieniło się w morze gruzów. Tylko nieliczne budynki ostały się do dzisiaj, świadcząc o skali zniszczeń. Próby sprzedaży w 2007 roku zakończyły się fiaskiem, co tylko pogłębiło problem. Proces wyludniania postępował, a od 2008 roku lokalne władze rozpoczęły systematyczne wyburzanie tego, co jeszcze stało. To, co widzimy dziś, to głównie gruzowiska, które, podobnie jak drogi, są stopniowo pochłaniane przez nieubłaganą naturę. To smutny obraz zmarnowanego potencjału i, co gorsza, historii.
Ludzie kłomina: mieszkańcy, żołnierze, szabrownicy – kto tu bywał?

Kłomino to przecież nie tylko mury i ruiny; to przede wszystkim opowieść o ludziach. O tych, którzy w różny sposób byli związani z tym niezwykłym, trochę przeklętym, miejscem. Ich historie, choć często bardzo trudne do odtworzenia w całości, rzucają światło na życie w tej dziwnej enklawie, na losy jeńców, czy na brutalną rzeczywistość upadku. Bo poznając ich losy, miasto duchów zyskuje nagle ludzki wymiar, przestaje być tylko zbiorem betonu i cegieł. Może kiedyś ktoś napisze o Kłominie książkę albo nakręci film, który opowie te wszystkie historie.
Mieszkańcy kłomina: życie w mieście-widmo
W czasach świetności radzieckiej bazy wojskowej, Kłomino, czyli ówczesny Gródek, tętniło życiem dzięki mniej więcej 5 tysiącom rosyjskich mieszkańców – głównie rodzin żołnierzy i oficerów. Była to, jak już wiemy, absolutnie zamknięta społeczność, z własną infrastrukturą, całkowicie odseparowana od polskiej rzeczywistości. Po wyjeździe wojsk w 1992 roku miasto po prostu opustoszało. W kolejnych latach pojawiały się różne pomysły na jego zagospodarowanie – na przykład planowano osiedlić tu Polaków z Kazachstanu, ale nigdy, niestety, do tego nie doszło. Gmina próbowała też, tak z desperacji chyba, przenieść do jednego z budynków koszarowych rodziny z wyrokami eksmisji, te które nie płaciły za mieszkanie. Ale i one, po krótkim czasie, zostały przeniesione w końcu do Bornego Sulinowa. Dziś Kłomino zamieszkuje zaledwie garstka ludzi – bodajże 12 stałych mieszkańców, w tym, co ciekawe, dwie rodziny leśniczych mieszkające w budynkach należących do Lasów Państwowych. Po codzienne zakupy muszą wybierać się do oddalonych o 5 km Nadarzyce. Życie w takim mieście widmo musi być z pewnością wyjątkowe, naznaczone wszechobecną ciszą i bliskością natury, ale też, co chyba nieuniknione, świadomością burzliwej przeszłości. Jak to jest mieszkać w takim miejscu?
Żołnierze stacjonujący w kłominie: historia i wspomnienia
Przez długie dekady Kłomino było przede wszystkim miastem żołnierzy. W latach 30. XX wieku stacjonowała tu niemiecka armia, w tym żołnierze Niemieckiego Wehrmachtu obsługujący poligon. W czasie wojny miejsce to stało się, jak już wspomnieliśmy, obozem dla jeńców wojennych – Polaków, Francuzów, żołnierzy radzieckich, a po wojnie, co ciekawe, także Niemców, dla których Rosjanie urządzili tu kolejny obóz jeniecki. Najdłużej i najliczniej obecni byli tu jednak, rzecz jasna, żołnierze Armii Radzieckiej. Przez niemal 50 lat kolejne pokolenia radzieckich wojskowych i ich rodzin tworzyły tu taką małą enklawę ZSRR na polskiej ziemi. Stacjonowali tu żołnierze różnych formacji – od pułków zmechanizowanych po brygadę rakietową. Około 300 żołnierzy i oficerów z rodzinami żyło w tym zamkniętym świecie bazy. Ich wspomnienia, o ile kiedykolwiek ujrzą światło dzienne w całości, z pewnością byłyby fascynującym świadectwem życia w tym niezwykłym miejscu. Czy kiedykolwiek poznamy ich historie?
Szabrownicy i dewastacja miasta: gorzkie konsekwencje opuszczenia
Jedną z najsmutniejszych, wręcz bolesnych, części historii Kłomina po opuszczeniu przez wojska jest proces jego celowej destrukcji. Gdy tylko radzieccy żołnierze wyjechali, miasto stało się łatwym łupem dla szabrowników i złodziei. Rozbierali wszystko, co tylko miało jakąkolwiek wartość – od elementów metalowych (jak te nieszczęsne pokrywy studzienek, które podobno trafiły aż do Huty Katowice) po instalacje elektryczne – szabrownicy byli tak skrupulatni, że nie pozostawili nawet kabli w ścianach! Budynki były systematycznie ogołacane z okien, drzwi, podłóg… słowem, z wszystkiego. Niestety, nawet władze gminy, jak już wspomnieliśmy, przyczyniły się do zniszczeń, zrywając i sprzedając poniemiecką kostkę brukową, a także demontując i sprzedając resztki infrastruktury technicznej, takiej jak oświetlenie uliczne, stacje transformatorowe czy hydrofornia. Ta masowa, niezrozumiała w swojej skali, dewastacja sprawiła, że miasto, które mogło mieć szansę na nowe życie, bardzo szybko zamieniło się w morze gruzów. Z tego morza tylko nieliczne budynki ostały się do dzisiaj. To bolesny przykład tego, jak brak szybkiej i przemyślanej, spójnej, interwencji może prowadzić do całkowitej, brutalnej, zagłady miejsca, które przecież ma tak bogatą historię.
Eksploracja kłomina: dla śmiałków i miłośników historii
Kłomino, jako opuszczone miasto widmo z bogatą, choć skomplikowaną, historią, stało się naturalnym celem wielu miłośników eksploracji, fotografii, i po prostu, przygody. Spacer po jego ruinach to prawdziwa podróż w czasie, która pozwala poczuć tę niepowtarzalną atmosferę zapomnienia i zobaczyć na własne oczy, jak natura, powoli, ale nieubłaganie, odzyskuje to, co kiedyś należało do człowieka. To miejsce, które budzi silne emocje – od fascynacji po głęboki smutek, wręcz żal.
Kłomino dla miłośników eksploracji: bezpieczeństwo i atrakcje
Dla miłośników eksploracji, Kłomino jest, nie da się ukryć, fantastycznym, kuszącym miejscem. Tajemniczy obszar, otoczony gęstym lasem, dodaje adrenaliny i sprawia, że każda wizyta jest swego rodzaju, niepowtarzalną, przygodą. Jednak, i tu trzeba być szczerym, eksploracja opuszczonych terenów wiąże się zawsze z pewnym, niemałym, ryzykiem. W Kłominie, gdzie złodzieje rozebrali dosłownie całe miasto, trzeba wyjątkowo uważać na zapadające się stropy, dziury w podłogach (szczególnie te po brakujących pokrywach studzienek, o których informacje krążą od lat!), czy luźne elementy konstrukcyjne, które mogą spaść. Pamiętajmy, informacje o niebezpieczeństwie i braku pokryw na studzienkach są powszechne i, niestety, prawdziwe. Obecnie większość budynków została zrównana z ziemią, pozostawiając rozległe gruzowiska, które powoli zarastają lasem. Mimo to, wciąż można natknąć się na pozostałości po zabudowie i resztki infrastruktury, które, co fascynujące, wciąż przyciągają uwagę. Zwiedzanie bloków i budynków użyteczności jest teoretycznie możliwe, ale odbywa się, pamiętajmy, wyłącznie na własną odpowiedzialność. Warto mieć to bezwzględnie na uwadze i zachować daleko idącą ostrożność, chyba że jesteś gotów na pewne ryzyko.
Co można zobaczyć w kłominie: pozostałości po zabudowie i infrastrukturze
Choć znaczną część Kłomina, niestety, zrównano z ziemią, wciąż jest tam, co oglądać. Pozostały 4 budynki – w tym dwa należące do Lasów Państwowych, a także jeden budynek koszarowy, który przed laty kupiła pani Ewa Balcerek (choć, co ciekawe, sprzedała część innemu inwestorowi, zostawiając mieszkania dla swojej rodziny). Można zobaczyć pozostałości po blokach mieszkalnych, które, i tu ciekawostka, były budowane przez Sowietów z lepszą izolacją termiczną niż ówczesne polskie bloki z wielkiej płyty! Na obrzeżach wciąż stoją liczne, porośnięte już sporymi drzewami, garaże i warsztaty. Widoczne są ślady po drogach i uliczkach, które są coraz bardziej pochłonięte przez nieokiełznaną naturę. Spacerując po gruzowiskach, natraficie na fragmenty fundamentów, schodów, piwnic – to niemi, wzruszające, świadkowie dawnego życia. W oddali majaczy wysoki komin, do którego prowadzi betonowa droga z Bornego Sulinowa, choć ona, jak już wspominałem, również zanika przed samą miejscowością, co bywa frustrujące. Choć większość infrastruktury technicznej (oświetlenie uliczne, stacje transformatorowe, hydrofornia, kostka brukowa) została, co zresztą typowe dla takich miejsc, usunięta, sam układ urbanistyczny i skala całego założenia wciąż robią wrażenie, a kontrast między betonowymi ruinami a otaczającym je lasem jest po prostu uderzający. To trzeba zobaczyć na własne oczy.
Zdjęcia i relacje z kłomina: wrażenia, które pozostają
Kłomino to miejsce absolutnie niezwykle fotogeniczne, a relacje z wizyt zawsze wywołują, i to nie bez powodu, duże zainteresowanie. To miasto duchów na fotografiach prezentuje się dramatycznie – zarastające budynki, rozległe gruzowiska, dzika przyroda, która nieśmiało, a czasem bardzo śmiało, wdziera się w pozostałości ludzkiej cywilizacji. Wrażenia z pobytu w Kłominie są, mogę to potwierdzić po wielu rozmowach i własnych odczuciach, zawsze intensywne i głęboko osobiste. Czujemy tę wszechobecną atmosferę opuszczenia, smutku, żalu za tym, co minęło, ale też, co ciekawe, pewien rodzaj fascynacji. To przejmujące doświadczenie, które skłania do refleksji nad przemijalnością, nad potęgą historii i, jakże wyraźnie widoczną tutaj, siłą natury. Każdy miłośnik eksploracji, fotografii industrialnej czy urbanistycznej, znajdzie tu coś dla siebie, coś, co go poruszy. Patrząc na te zdjęcia czy czytając relacje, można poczuć dreszcz i, choć trochę, przenieść się w ten zapomniany, niezwykły świat. Właściwie, to tak, jakby czas się tam zatrzymał, a może nawet cofnął?
Kłomino w porównaniu z innymi miastami-duchami w polsce
Historia Kłomina, choć bez wątpienia wyjątkowa, nie jest bynajmniej odosobniona w Polsce. Mamy kilka miejsc, które, podobnie jak Kłomino, powstały jako ośrodki wojskowe i po latach świetności, w obliczu historycznych przemian, zostały opuszczone. Porównanie Kłomina z innymi polskimi miastami-widmami pozwala dostrzec wspólne punkty ich, często trudnych, losów, ale też, co ważne, unikalne cechy każdego z nich.
Borne sulinowo: podobieństwa i różnice
Najczęściej, i w sumie logicznie, Kłomino porównywane jest z pobliskim Bornem Sulinowem. Miejsca te dzieli zaledwie 12 km, a łączy, jakże podobna, historia – oba powstały jako niemieckie bazy wojskowe w latach 30. XX wieku, a po wojnie zostały, na niemal pół wieku, przejęte przez Armię Radziecką, stając się ważnymi, supertajnymi, ośrodkami wojskowymi na terenie Polski. Obie lokalizacje były przez lata, jak już wiemy, „białymi plamami” na mapach i zostały opuszczone przez wojska rosyjskie na początku lat 90. XX wieku. Kluczowa, fundamentalna, różnica polega jednak na tym, że Borne Sulinowo nie podzieliło tragicznego losu Kłomina. Zostało bowiem, całkiem sprawnie, zagospodarowane przez polskie władze, w 1993 roku otwarto je dla Polaków, a w 1995 roku uzyskało prawa miejskie. Dziś Borne Sulinowo to normalnie funkcjonujące miasteczko, choć jego historia jest wciąż, co czuć na każdym kroku, bardzo żywa i stanowi o jego unikalnym charakterze. Kłomino natomiast, mimo niemal identycznych początków i przeznaczenia, stało się symbolem całkowitego upadku i, można powiedzieć, zapomnienia. To porównanie do Bornego Sulinowa doskonale pokazuje, jak, wręcz dramatycznie, różnie mogą potoczyć się losy miejsc o niemal identycznym punkcie wyjścia. Właściwie, to niesamowite.
Inne miasta-duchy w polsce: podobne historie
Poza Bornem Sulinowem, Polska ma oczywiście też inne opuszczone miejsca o militarnych korzeniach, które z powodzeniem można by określić mianem miast-duchów. Przykładem jest Pstrąże w województwie dolnośląskim. Podobnie jak Kłomino i Borne Sulinowo, Pstrąże było przed wojną ośrodkiem wojskowym, po wojnie przejętym przez Armię Radziecką. Co ciekawe, po zakończeniu wojny, w wyniku ustaleń konferencji poczdamskiej, Dolny Śląsk, w tym wieś Pstrąże, przyłączono do Polski. Niemieccy mieszkańcy zostali wysiedleni, a na ich miejsce przybyli Polacy z różnych regionów przedwojennej Polski, w tym z Kresów Wschodnich. Jednak i Pstrąże, po latach, zostało opuszczone, choć z innych przyczyn. Inną, stosunkowo mało znaną, ale podobną historią opuszczonej bazy wojskowej jest Kęszyca Leśna. Choć każde z tych miejsc ma swoją, specyficzną, specyfikę, łączy je wspólny, powtarzający się, wątek: przeszłość związana z militariami, często, i co bardzo ważne, izolacja od świata zewnętrznego i w końcu proces opuszczenia, pozostawienia samych sobie. Kłomino wpisuje się więc idealnie w tę szerszą kategorię poradzieckich obiektów i terenów pomilitarnych, które po latach transformacji stały się przejmującym świadectwem minionej epoki i jednocześnie, paradoksalnie, atrakcją dla miłośników opuszczonych miejsc i industrialu. Jak wiele takich miejsc jeszcze czeka na odkrycie?
Kłomino – dziedzictwo i przyszłość
Patrząc na dzisiejsze Kłomino, trudno nie zastanawiać się, co by nie powiedzieć, nad jego dziedzictwem i tym, co przyniesie przyszłość. Czy to miejsce jest rzeczywiście skazane na całkowite zniknięcie, pochłonięte przez naturę i dalsze rozbiórki? Czy może jest jednak, choćby minimalna, szansa, by jego unikalna historia i niepowtarzalna atmosfera stały się podstawą do stworzenia czegoś zupełnie nowego? To pytania, które z pewnością nurtują każdego, kto odwiedza to miasto duchów i choć trochę zanurza się w jego skomplikowanych, burzliwych, losach.
Czy kłomino ma szansę na odrodzenie?
Obecny stan Kłomina, z rozległymi gruzowiskami, zarastającymi drogami i zaledwie, tak, zaledwie kilkunastoma mieszkańcami, nie napawa niestety optymizmem. Systematyczne wyburzanie prowadzone od 2008 roku, brak sukcesu w próbach sprzedaży całego terenu w przeszłości (jak ta nieszczęsna próba w 2007 roku za 2 mln zł) oraz, co widać gołym okiem, brak jakichkolwiek znaczących inwestycji, wskazują, że szanse na szybkie i pełne odrodzenie w tradycyjnym, urbanistycznym, sensie są, bądźmy realistami, niewielkie. Planowano osadzić tu, przypomnijmy, Polaków z Kazachstanu, a nawet eksmitowane rodziny, ale żadna z tych prób nie zakończyła się, niestety, powodzeniem na dłuższą metę. Natura wydaje się być zdecydowana, by odzyskać ten teren w całości, a ludzkie wysiłki, by tchnąć w niego nowe życie, okazały się jak dotąd, cóż, niewystarczające. Jednak historia, co warto pamiętać, pokazuje, że miejsca potrafią zaskakiwać, potrafią odrodzić się w nieoczekiwanej formie. Może przyszłość Kłomina leży w innej koncepcji – nie jako tętniące życiem miasto, ale jako coś zupełnie innego, coś, co wykorzysta jego unikalny charakter.
Ochrona i zagospodarowanie terenu: propozycje i pomysły
Biorąc pod uwagę absolutnie unikalne dziedzictwo Kłomina – jego historię wojskową, rolę w czasie drugiej wojny światowej i okresu zimnej wojny jako strategiczna radziecka baza wojskowa – pojawiają się, i to bardzo dobrze, różne pomysły na inne, niestandardowe, formy zagospodarowania tego terenu. Może zamiast uporczywie dążyć do odbudowy, należałoby raczej skupić się na ochronie pozostałości jako cichych, ale jakże wymownych, świadków historii? Stworzenie szlaku edukacyjnego, upamiętniającego losy jeńców, żołnierzy różnych armii, czy codzienne życie w radzieckiej enklawie, mogłoby, kto wie, przyciągnąć miłośników historii i turystów szukających nietypowych, autentycznych, miejsc. Dwa budynki należące do Lasów Państwowych oraz nieliczne ocalałe struktury mogłyby stać się bazą dla takiego, innowacyjnego, projektu. Bliskość Rezerwatu przyrody Diabelskie Pustacie sugeruje też możliwość połączenia historii z turystyką przyrodniczą. Nawet ten tajemniczy obszar wokół terenu technicznego jednostki rakietowej koło Brzeźnica-Kolonia mógłby stać się, co byłoby fascynujące, częścią narracji o tym miejscu. Kluczem, wydaje się, jest świadome, przemyślane, podejście do unikalności Kłomina, zamiast, jak dotąd, prób przekształcenia go w coś, czym nigdy, w swojej istocie, nie było. Ale czy te pomysły mają szansę na realizację?
Kłomino – miejsce pamięci i refleksji
Niezależnie od przyszłych losów, od tego, co przyniesie czas, Kłomino pozostanie ważnym miejscem pamięci i, co chyba najważniejsze, refleksji. To żywy, choć milczący i trochę zapomniany, świadek burzliwych dziejów Europy i, oczywiście, Polski. Opowiada o okrucieństwie drugiej wojny światowej i tragicznych losach jeńców, o czasach zimnej wojny i podziale świata na wrogie bloki, o wieloletniej radzieckiej obecności na polskiej ziemi, o nagłym upadku imperium i bolesnych konsekwencjach opuszczenia. Spacerując wśród gruzowisk, po zarastających uliczkach dawnego Gródka, można wręcz fizycznie poczuć ciężar tych wszystkich wydarzeń. To miejsce skłania, i to bardzo mocno, do zastanowienia się nad historią, nad kruchością ludzkich konstrukcji i, jakże widoczną tutaj, siłą natury, która powoli, cierpliwie, zaciera ślady naszej obecności. Kłomino, choć opuszczone i zrujnowane, nie jest puste – jest pełne historii, które czekają, by zostały odkryte, zrozumiane i, co najważniejsze, zapamiętane dla przyszłych pokoleń.
0 komentarzy