Emilcin – śladami kosmitów i pomnika UFO
30 maja, 2025
Ach, Polska pełna jest niezwykłych miejsc, prawda? Od historycznych grodów po zapierające dech w piersiach cuda natury. Ale czy wiecie, że na mapie naszego kraju znajdziecie też punkt, który na stałe wpisał się w historię… ufologii? Tak, tak, mowa o niewielkiej wsi Emilcin na Lubelszczyźnie, miejscu, gdzie rzekomo wylądował obiekt niezidentyfikowany latający, a rolnik Jan Wolski miał spotkanie trzeciego stopnia z kosmitami. To historia, która rozpaliła wyobraźnię wielu i do dziś przyciąga poszukiwaczy tajemnic. (Kto by pomyślał, że taka mała wieś stanie się tak sławna!). Wybierzmy się razem śladami tego niezwykłego zdarzenia z maja 1978 roku i odkryjmy, co kryje w sobie Emilcin oraz jego słynny pomnik UFO.
Tajemnica Emilcina – czy to prawda, czy jednak mit?

Historia Emilcina to fascynująca opowieść, która od dekad wzbudza gorące dyskusje. Czy to było prawdziwe spotkanie z istotami z innej planety, czy może coś zupełnie, zupełnie innego? Tajemnica rzekomego lądowania UFO w Emilcinie w Polsce w 1978 roku wciąż czeka na jednoznaczne wyjaśnienie. To zdarzenie miało miejsce we wsi Emilcin pod Lublinem i szybko stało się jednym z najbardziej znanych, jeśli nie *najbardziej* znanych, przypadków UFO w Polsce.
Relacja Jana Wolskiego – początek legendy
Wszystko, jak to często bywa w takich historiach, zaczęło się 10 maja 1978 roku. Wtedy to rolnik Jan Wolski, wracając wczesnym rankiem z Dąbrowy Pusznieńskiej, napotkał coś, co na zawsze odmieniło jego życie i uczyniło Emilcin sławnym na całą Polskę. Według jego relacji, na leśnej polanie zobaczył dziwny obiekt latający i spotkał niskie postacie w czarnych kombinezonach, które opisywał jako istoty pozaziemskie. Jan Wolski twierdził, że kosmici przeprowadzili na nim badania na swoim statku kosmicznym, co w ufologii często określane jest mianem abdukcji, a sam statek, co ciekawe, miał przypominać autobus. Ale jego opowieść, choć niezwykła i brzmiąca jak science fiction, była spójna, i Wolski przez lata wierzył, że spotkał się z kosmitami, oprowadzając potem dziennikarzy i turystów po tej samej łączce, gdzie miało dojść do tego spotkania. Jan Wolski udzielił wielu wywiadów na temat swojego spotkania. (Trzeba przyznać, że wymagało to pewnej odwagi i przekonania).
Śledztwo i kontrowersje wokół tego wydarzenia
Wieść o niezwykłym spotkaniu Jana Wolskiego szybko się rozeszła. Osobą, która nagłośniła to rzekome lądowanie UFO w Polsce, był łódzki ufolog Zbigniew Blania. On dowiedział się o zdarzeniu od Witolda Wawrzonka, lubelskiego ufologa amatora, który skontaktował się z rodziną Wolskich. Ale czy intencje Wawrzonka były czyste od początku, czy raczej coś innego kryło się za jego działaniami? Blania przybył do Emilcina i zajął się sprawą emilcińskiego UFO, markując wielce poważne badania (przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz). Przesłuchał Jana Wolskiego, ale też sześcioletniego Adasia Popiołka, który opowiedział matce o zdarzeniu i mówił, że widział postać o zielonej twarzy, co samo w sobie, przyznajmy, brzmi dość filmowo. Blania przybył do Emilcina z psycholog dziecięcą, która pomagała mu przepytywać Adasia, podobno by wymóc na nim *właściwą* relację – i tu pojawiają się pierwsze, poważne rysy na idealnym obrazku śledztwa, czyż nie?
Adam Popiołek po kilkunastu latach nie potwierdził tej relacji, a Adam Chrzanowski, współpracownik Blani, zauważył coś kluczowego: Adaś Popiołek, jego zdaniem, stał się więźniem kłamstwa, (straszna myśl dla dziecka, nawet dorosłego). Blania stał się sławny i wiarygodny dzięki Emilcinowi i śledztwu tam przeprowadzonemu, opisywał lądowanie kosmitów pod Lublinem w swoich książkach, wydał ich dwie – pierwszą w 1988, a drugą w 1996 roku. Jednak, bo zawsze jest jakieś 'jednak’, sprawą wnikliwie, naprawdę wnikliwie, przyjrzał się Bartosz Rdułtowski, publicysta i autor książek, który ogłosił, że sprawa w Emilcinie to tak naprawdę, tak po prostu, mistyfikacja. Według Rdułtowskiego, Wawrzonek znał Blanię wcześniej, korespondował z nim, a nawet znał Wolskiego przed 10 maja 1978 roku. Wawrzonek pierwszy dowiedział się o incydencie w Emilcinie i rozmawiał z Janem Wolskim, a następnie poinformował o tym Blanię, co według Rdułtowskiego oznacza, że Wawrzonek po prostu wrobił Blanię w lądowanie UFO w Emilcinie, co, jeśli tak było, było dość przebiegłym planem.
Blania był inteligentny, ale pewny siebie, myślał, że Wawrzonek jest głupkiem, a jak mawia mój znajomy od starych, dziwnych historii, „nie lekceważ tego, kto wydaje się prostszy”. Wawrzonek stosował manipulacje, np. preparując zdjęcie, które wysłał do programu telewizyjnego, tak poznaje się z Blanią, a zdjęcie UFO trafiło do Blani z prośbą o konsultacje. Blania zaprosił Wawrzonka do programu telewizyjnego z udziałem znanego hipnotyzera Lecha Emfazego Stefańskiego i chciał wykonać eksperyment z indukcji fałszywych wspomnień w hipnozie, co brzmi jak scenariusz filmu, prawda? Wawrzonek zgodził się na eksperyment, ale jak sam mówił, daje się jednak, zostaje poniżony i postanawia się odegrać – zemsta jest ponoć daniem najlepiej smakującym na zimno. Wawrzonek odpuścił sprawę w Emilcinie, media w Polsce szeroko opisywały sprawę, a Blania, można powiedzieć, spił śmietankę, (choć na dłuższą metę chyba nie wyszło mu to na dobre). Wawrzonek, który od jakiegoś czasu interesuje się i praktykuje amatorsko hipnozę, miał potem zahipnotyzować Jana Wolskiego (czyżby, żeby ugruntować historię, czy może coś innego było na rzeczy?). Ryszard Krasilewicz, psychiatra, który badał Jana Wolskiego, uważał, że Jan Wolski nie zmyślił historii, co jest ciekawe, bo w pewien sposób przeczy to tezie o hipnozie. Sprawę badali też psycholog i psychiatra zaproszeni przez Blanię do zbadania sprawy, jednak te badania są często kwestionowane i poddawane w wątpliwość. Wykluczono testowanie broni przez służby PRL w Emilcinie (przynajmniej oficjalnie, choć w tamtych czasach nigdy nic nie wiadomo do końca). Adam Wawrzonek, syn Witolda Wawrzonka, usiłował zabronić pisania o zdarzeniu, co też dodaje tej historii kolejną warstwę tajemnicy. Właściwie, im głębiej w to wchodzimy, tym bardziej przypomina to skomplikowaną intrygę międzyludzką, a nie tylko spotkanie z kosmitami.
Pomnik UFO w Emilcinie – symbol wiary czy atrakcja dla turystów?

Niezależnie od tego, czy wierzymy w autentyczność wydarzeń z maja 1978 roku, trzeba przyznać, że Emilcin zyskał trwałe, bardzo wyraźne miejsce w świadomości publicznej. To stało się impulsem do stworzenia czegoś namacalnego, co upamiętni tę niezwykłą historię i, co tu dużo mówić, przyciągnie ludzi do wsi – wszak kto nie lubi pamiątkowego zdjęcia w takim miejscu? Fundacja Nautilus, warszawska organizacja zajmująca się badaniami UFO, postawiła więc pomnik upamiętniający rzekome wylądowanie obiektu. Pomnik ufo w emilcinie opinie na jego temat są różne – dla jednych to symbol wiary w niezwykłe zjawiska, dla innych jedynie atrakcja turystyczna. Cóż, Fundacja Nautilus budowała swoją medialną pozycję na zdarzeniu w Emilcinie i lansowała tezę o kosmitach z Emilcinie, a pomnik oczywiście jest z tym silnie związany. (Marketingowo genialne posunięcie, trzeba przyznać!). Uważamy, że to (mimo wszystko, mimo kontrowersji) wspaniała inicjatywa, która dodaje miejscu niepowtarzalnego, jedynego w swoim rodzaju charakteru.
Projekt i budowa – artystyczne ujęcie tajemnicy
Pomnik UFO w Emilcinie to, co tu dużo mówić, wyjątkowa konstrukcja, od razu rzucająca się w oczy i zapadająca w pamięć. Koncepcję zaproponował polski malarz Andrzej Fogtt, co samo w sobie jest dość ciekawe i świadczy o kulturowym oddziaływaniu historii. Ten pomnik upamiętnia domniemane lądowanie UFO z 10 maja 1978 roku i został uroczyście odsłonięty 15 października 2005 roku. Znajduje się na nim napis autorstwa Roberta Bernatowicza. Charakterystycznym, najbardziej rozpoznawalnym elementem jest intrygująca, duża czarna kostka, wyraźnie nawiązująca do kultowego filmu „Odyseja Kosmiczna 2001” (świetny pomysł, moim zdaniem, dodaje tajemniczości!). Mało tego, Fundacja Nautilus zakopała nieopodal tajemniczą kapsułę czasu, którą ponoć będzie można otworzyć dopiero w roku 3011! To tylko dodaje magii i tajemniczości temu miejscu, prawda, czyniąc je jeszcze bardziej intrygującym?
Znaczenie pomnika – hołd dla wiary w niezwykłe
Pomnik UFO w Emilcinie to zdecydowanie więcej niż tylko betonowa konstrukcja – to symbol z krwi i kości, hołd złożony naszej ludzkiej potrzebie wierzenia w niezwykłe i niewyjaśnione zjawiska. Upamiętnia domniemane lądowanie UFO i rzekomy kontakt z obcą cywilizacją, wydarzenie, które w środowiskach ufologicznych uważane jest za, podobno, najlepiej udokumentowane w Polsce. I rzeczywiście, przyciąga do Emilcina rzesze turystów, poszukiwaczy przygód, a także, po prostu, miłośników zjawisk paranormalnych (których, zdaje się, w Polsce nie brakuje, wcale!). Jest materialnym, namacalnym dowodem na to, jak głęboko ta historia zapadła nam w pamięć i jak bardzo po prostu, my ludzie, lubimy zagadki, tajemnice, chcemy słyszeć niezwykłe opowieści. Przecież jedni wierzą w Bóg, inni wierzą w kosmitów – a Emilcin, w pewnym sensie, daje przestrzeń dla obu typów przekonań, choć oczywiście w zupełnie różnym, powiedzmy sobie szczerze, kontekście.
Emilcin na mapie Polski – miejsce na szlaku poszukiwaczy niezwykłych historii

Emilcin, ta niewielka wieś na malowniczej Lubelszczyźnie, stał się, wbrew pozorom, całkiem ważnym punktem na mapie Polski, punktem, o którym wielu słyszało. Jego niezwykła historia sprawiła, że o Emilcinie mówiła kiedyś cała Polska, a miejsce to do dziś zyskało sporą popularność, nie tylko w środowiskach ufologicznych, ale też wśród ludzi ciekawych świata. Planując podróż po województwie lubelskim, naprawdę warto wziąć pod uwagę wizytę w tym niezwykłym zakątku, choćby z czystej ciekawości i dla zrobienia zdjęcia. To taka podróż do miejsca, gdzie rzeczywistość intrygująco miesza się z legendą, a domniemane lądowanie UFO w Polsce z 1978 roku wciąż inspiruje i pobudza wyobraźnię, zmuszając do myślenia.
Dojazd i lokalizacja – praktyczne wskazówki dla odwiedzających
Gdzie dokładnie leży ten nasz Emilcin, jeśli ktoś chciałby go odwiedzić? Otóż, znajdziecie go na terenie gminy Opole Lubelskie, w samym sercu województwa lubelskiego. Położony jest w zasadzie niedaleko większych ośrodków, jak Lublin, Bełżyce czy Chodel, co czyni go łatwo dostępnym. Dojazd z Lublina do Emilcina jest całkiem prosty, zajmuje samochodem jakieś 50 minut, jeśli tylko nie trafimy na korki (co w Polsce, niestety, nigdy nie jest pewne!). Kiedy już dojedziecie na miejsce, pomnik jest dobrze widoczny i łatwy do znalezienia, nawet bez wpisywania dokładnych współrzędnych typu 51.1341, 22.0386 w nawigację (choć jeśli lubicie precyzję, proszę bardzo, macie je podane!). Na miejscu, poza samym pomnikiem, pomyślano też o odwiedzających – jest duża drewniana wiata, a nawet mały plac zabaw dla dzieci, co jest miłym, nieoczekiwanym zaskoczeniem (kiedy ostatnio widziałem plac zabaw przy pomniku UFO?). Są też tablice informacyjne, na których można na spokojnie przeczytać całą tę niesamowitą historię spotkania Jana Wolskiego z UFO, co szczerze polecam. Krótko mówiąc, to idealne miejsce na szybki przystanek w podróży, rozprostowanie nóg i zrobienie sobie, rzecz jasna, pamiątkowego zdjęcia przy słynnym pomniku UFO w Emilcinie.
Atrakcje w okolicy – Emilcin i jego urokliwe sąsiedztwo
Choć przyznajmy, że Emilcin sam w sobie jest główną, magnetyczną atrakcją tego miejsca, jego położenie na Lubelszczyźnie czyni go świetną bazą wypadową do dalszego odkrywania uroków całego regionu. Opole Lubelskie i wszystkie okoliczne miejscowości naprawdę oferują piękne krajobrazy, warte zobaczenia zabytkowe kościoły, urokliwe dworki – jest co zwiedzać, jeśli tylko macie czas i ochotę. Więc podróżując po województwie lubelskim, macie realną szansę poznać bogatą historię i kulturę tej, skądinąd, fascynującej części Polski, co jest wartością dodaną. Emilcin może być więc ciekawym, a przede wszystkim, fascynującym przystankiem na waszym szlaku, takim, który idealnie łączy lokalną historię z tą intrygującą, nierozwikłaną tajemnicą, która wciąż wisi w powietrzu.
Ufologia polska – Emilcin jako kamień milowy

Wydarzenia w Emilcinie, czy tego chcemy, czy nie, miały ogromny wpływ na rozwój ufologii w Polsce, stając się jej ważnym punktem odniesienia. Stały się prawdziwym punktem odniesienia dla wielu badaczy zjawisk niewyjaśnionych i, co tu dużo mówić, pasjonatów tematu, którzy szukają odpowiedzi. I choć samo zdarzenie budzi mnóstwo kontrowersji do dziś, nie można odmówić mu kluczowej roli w kształtowaniu polskiego dyskursu o UFO i miejscem, o którym w tym kontekście po prostu trzeba pamiętać. W środowisku ufologicznym Emilcin do dziś uważany jest za, podobno, najlepiej udokumentowane lądowanie UFO i kontakt z obcą cywilizacją w naszym kraju, co samo w sobie jest twierdzeniem budzącym emocje. Emilcin, miejsce tak mocno związane z historią ufologii w Polsce, mógłby stać się w przyszłości miejscem corocznego festiwalu ufologicznego, podobnego do tych organizowanych w innych krajach.
Znani ufolodzy i ich interpretacje
Sprawa Emilcina naturalnie przyciągnęła uwagę wielu osób głęboko interesujących się ufologią, stając się ich centralnym punktem zainteresowania, często na lata. Zbigniew Blania, ten łódzki ufolog, który w zasadzie nagłośnił całą sprawę rzekomego lądowania UFO w Polsce, stał się dzięki Emilcinowi, co tu kryć, sławny i zyskał spory autorytet w środowisku (choć dziś bywa mocno krytykowany i jego metody są podważane). Markował ponoć poważne badania, wydawał książki na ten temat, budując swoją pozycję. Witold Wawrzonek też stał się autorytetem w środowisku ufologicznym, mimo że jego rola w zdarzeniu jest, delikatnie mówiąc, różnie interpretowana i budzi chyba najwięcej pytań o kulisy. Bo wiecie, ufolodzy to często osoby, po prostu pasjonaci, którzy *chcą* wierzyć, że kosmici nas odwiedzają, to jest często ich punkt wyjścia do badań. Dyskusje na forach internetowych często koncentrują się na pytaniu, czy kosmici istnieją w Polsce i czy faktycznie żyją gdzieś wśród nas, a sprawa Emilcina jest tu kluczowym argumentem dla wielu. I czasem wydaje się, że ufologia trochę polega na wyciąganiu wniosków zgodnych z tymi założeniami, a gdy do tego dochodzi jeszcze kwestia, powiedzmy sobie szczerze, zarabiania na ufologii, cóż, łatwo chyba wpaść w pułapkę brnięcia w tezy, które mogą być fikcyjne lub naciągane. Zresztą, sam Blania, co ciekawe, nazwał kiedyś ufologów „UFO-maniakami”, co doskonale pokazuje, jak głębokie i, co tu dużo mówić, często bolesne, są wewnętrzne spory i podziały w tym środowisku.
Spór o autentyczność – argumenty za i przeciw
Sprawa Emilcina wciąż, po tylu latach, dzieli opinię publiczną i środowiska badawcze, jak mało które wydarzenie w Polsce, prowokując do dyskusji. Z jednej strony mamy, pozornie, spójną relację Jana Wolskiego, popartą rzekomymi badaniami psychologa i psychiatry (choć, jak już wspomniano, te badania są dziś mocno kwestionowane, a nawet podważane, co osłabia ten argument), oraz fakt, że oficjalnie wykluczono testowanie broni przez służby PRL w Emilcinie jako *przyczynę* zdarzenia (choć to wykluczenie też nie jest dla wszystkich przekonujące, w tamtych czasach nic nie było proste). Ale z drugiej strony pojawiają się bardzo poważne zarzuty o mistyfikację, wysunięte przez Bartosza Rdułtowskiego, wspieranego w tym detektywistycznym, można by rzec, śledztwie przez Adama Chrzanowskiego i Krzysztofa Drozda, którzy pomogli mu dotrzeć do faktów. Rdułtowski, bez ogródek, ogłosił, że sprawa w Emilcinie to po prostu, i aż, mistyfikacja sprokurowana przez Wawrzonka, który, według niego, świadomie wrobił w nią Blanię, co brzmi jak niezły plan. Wawrzonek miał także sprokurować podobne incydenty w Przyrownicy i Golinie (ciekawe, ile jeszcze takich „spraw” czeka na wyjaśnienie, czy to tylko wierzchołek góry lodowej?). Blania z kolei sprokurował incydenty UFO w Przyrownicy (który miał potwierdzić jego *własną* wiarygodność) i Golinie (który miał być *kontynuacją* Emilcina), co sugeruje, że całe środowisko, a przynajmniej jego część, grało w dziwną i, powiedzmy sobie szczerze, dość ryzykowną grę. Ta złożona sieć wzajemnych powiązań, zarzutów, oskarżeń sprawia, że, szczerze mówiąc, trudno ostateczne rozstrzygnąć, co tak naprawdę, naprawdę, absolutnie naprawdę wydarzyło się 10 maja 1978 roku na tej polanie pod Lublinem, bo wersje są tak sprzeczne że głowa boli. Książka, która krytykuje ufologię, zwłaszcza ta, która pokazuje jej słabości na przykładzie tak głośnej sprawy jak Emilcin, jest oczywiście groźna dla *ufologii* jako takiej, bo pokazuje jej słabości, a jej autor – Rdułtowski – stał się, jak można się domyślić, wrogiem publicznym numer jeden polskiej ufologii, co pokazuje, jak bardzo emocjonalne są te dyskusje. Mimo to, historia trwa, legendy żyją własnym życiem, a wraz z nimi mit o lądowaniu UFO w Emilcinie, niezależnie od tego, ile razy zostanie podważony przez nowych badaczy.
Emilcin w kulturze – inspiracja dla artystów i twórców
Historia z Emilcina, ta pełna tajemnicy i, nie da się ukryć, niezwykłości, naturalnie stała się inspiracją dla wszelkiej maści artystów i twórców, od malarzy po pisarzy. Samo zjawisko UFO, idea kosmitów w Polsce, a zwłaszcza to rzekome spotkanie Jana Wolskiego, to wszystko pobudziło wyobraźnię na tyle mocno, czego efektem są naprawdę różne dzieła kultury, które powstały na kanwie tych wydarzeń. Pokazuje to doskonale, jak głęboko zakorzeniła się ta opowieść w naszej świadomości kulturowej, stając się częścią swoistego polskiego folkloru współczesnego, takim miejskim mitem z wiejskim tłem.
Komiks „Przybysze” – graficzna opowieść o wydarzeniach
Jednym z najbardziej, można śmiało powiedzieć, znanych przykładów przeniesienia historii Emilcina na grunt kultury popularnej jest kultowy dziś komiks „Przybysze”, który wielu pamięta z dzieciństwa. Rysunki do niego stworzył sam Grzegorz Rosiński, absolutnie znany polski rysownik (tak, ten od Thorgala!), a scenariusz napisał Henryk Kurta. Komiks, który ukazał się w czasopiśmie, utrwalił to zdarzenie w Emilcinie w formie, cóż, graficznej opowieści, która trafiła do szerokiej, bardzo szerokiej publiczności. To właśnie dzięki takim dziełom, jak ten komiks, szersza publiczność mogła w ogóle poznać, a potem zaintrygować się tą, bądź co bądź, tajemnicą Emilcina, która przestała być tylko lokalną opowieścią.
Inne dzieła inspirowane tajemnicą Emilcina
Ale komiks „Przybysze” to oczywiście nie jedyne dzieło, które zostało zainspirowane wydarzeniami z Emilcina, bynajmniej. Choćby artysta Hubert Czerepok poświęcił jedną ze swoich instalacji właśnie temu zdarzeniu, co pokazuje, że temat wciąż jest żywy w sztuce współczesnej. Generalnie, historia rzekomego lądowania UFO i spotkania z kosmitami była i wciąż jest tematem mnóstwa artykułów, reportaży, filmów dokumentalnych, a także niekończących się dyskusji na forach internetowych (gdzie, jak wiadomo, każdy jest ekspertem, i każdy ma swoją teorię!). A pomnik UFO w Emilcinie, z jego artystycznym ujęciem tej wielkiej tajemnicy, sam w sobie, czy tego chcemy czy nie, stał się swego rodzaju dziełem sztuki użytkowej i trwałym symbolem tych wydarzeń, punktem odniesienia. Ta historia po prostu wciąż żyje, ma się dobrze, inspirując nowe pokolenia twórców, a także oczywiście badaczy zjawisk niewyjaśnionych, którzy próbują rozwikłać tę zagadkę.
Trwałość mitu o Emilcinie – dlaczego wciąż nas fascynuje?
Emilcin to bez dwóch zdań miejsce niezwykłe, miejsce, które ma coś w sobie, coś co przyciąga. Bo bez względu na to, czy osobiście wierzymy w historię o kosmitach, czy może postrzegamy ją raczej jako fascynującą, dobrze zaplanowaną mistyfikację, nie da się, po prostu nie da się, ukryć, że to zdarzenie z 1978 roku i powstały na jego kanwie pomnik UFO odcisnęły w naszej świadomości, a także w historii polskiej ufologii, trwały, bardzo wyraźny ślad, który wciąż jest widoczny. Emilcin przyciąga, intryguje, a przede wszystkim prowokuje do myślenia o tym, co wciąż pozostaje dla nas nieznane, o tym, co „tam”, poza naszą planetą, może być. To, co rzekomo wydarzyło się 10 maja 1978 roku, stało się pełnoprawną częścią lokalnej legendy, a pomnik upamiętniający rzekome lądowanie UFO w Emilcinie jest tego namacalnym, bardzo konkretnym świadectwem, stojącym na tej polanie. I ten mit po prostu trwa, ma się dobrze, a ta niewielka wieś na Lubelszczyźnie, chcemy czy nie, pozostaje stałym punktem odniesienia dla każdego, kogo fascynuje ufologia w Polsce i wieczna, nierozwiązana zagadka życia pozaziemskiego, (przynajmniej na razie!). Odwiedzając Emilcin, pamiętajcie, że stąpacie po ziemi, która stała się, choć na chwilę, sceną jednej z najbardziej, trzeba przyznać, fascynujących, ale i kontrowersyjnych, historii o UFO w Polsce, historii, która wciąż czeka na ostateczne rozstrzygnięcie.
0 komentarzy